W naszym biurze siedział Purple Guy-znany jako Vincent. Na nasze szczęście był odwrócony tyłem do nas więc nie musieliśmy się wiele namyślać czy zostać.Powoli się cofaliśmy uważając na najmniejszy krok.W końcu gdy doszliśmy do jakiegoś pomieszczenia schowaliśmy się tam,a Fritz zabarykadował drzwi-na wszelki wypadek.Dopiero po chwili zorientowaliśmy się,że siedzimy w pokoju Mangle. Przerażona i bliska łez popatrzyłam na nią.
-Co...się stało?-spytała
-Ktoś siedzi w naszym biurze.Prawdopodobnie to wasz zabójca-odpowiedziała Sally przytulając się do Fritza
Na te słowa Mangle automatycznie się podniosła i dorwała się do drzwi.
-EJ!Co ty robisz?!-krzyknęłam podnosząc się
-Skoro to nasz zabójca to trzeba go dorwać zanim będzie za późno-odpowiedziała otwierając drzwi i gnając do pokoju starych animatroników
-Zaczekaj!-krzyknęłam za nią
Ale Mangle już nie było.Zamknęłam drzwi i usiadłam pod ścianą.Chciałam płakać i krzyczeć jednocześnie.Byłam już bezsilna.To wszystko mnie przerosło;gadające,mechaniczne zwierzaki,nowa praca,koszmary nocne,jakiś gościu,który jest psychopatą jeszcze mi tylko ciąży brakuje i było by zajebiście(sorry za wyrażenie).Z zamyślenia wyrwały mnie kroki na korytarzu i głuchy krzyk Sally podobny do czkawki.
-On tu idzie-wyszeptała Sally zduszonym głosem
-Musimy znaleźć jakieś schronienie.Tu nie będziemy bezpieczni-powiedział Fritz przyciszonym głosem
Zaczęliśmy się rozglądać za jakimś wyjściem,ale nic nie było.Kroki stawały się coraz głośniejsze.W pewnej chwili zauważyłam klapę w podłodze.
-To jest to!-pomyślałam
-Słuchajcie zejdziemy na dół.Tam nas nie znajdzie-powiedziałam pokazując na właz
-To świetny pomysł!-wyszeptali naraz Sally i Fritz
Powoli podnieśliśmy klapę i zeszliśmy na dół.Fritz,który zszedł ostatni powoli ją zamknął.
W środku było ciemno i nic nie było widać.Po paru minutach błądzenia w tej ciemności znalazłam włącznik światła.Po kilku sekundach gdy już przyzwyczaiłam wzrok do światła zorientowałam się,że jesteśmy w bibliotece.A bardziej to w archiwum...Pizzerii Freddy's Fazbear's Pizza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz