Godzinę przed rozpoczęciem pracy obudziła mnie Sally.Powiedziała,ze musimy się już zbierać.
-Ale mi się nie chce-zaczęłam marudzić
-Wstawaj.Musimy iść-powiedziała Sally
-Nie chce mi się.Idź sama-powiedziałam naciągając kołdrę na głowę.Jednak Sally wiedziała gdzie uderzyć.Zaczęła mnie łaskotać,a ja próbowałam ją zrzucić.
-Nie,nie przestań-powiedziałam śmiejąc się co drugie słowo
-Nie przestanę dopóki nie wstaniesz-odpowiedziała
-Okej,okej pójdę tylko przestań!-powiedziałam
No i do łazienki ale już!-odparła stanowczym głosem
-Nienawidzę cię-burknęłam wychodząc
-Ja ciebie bardziej-odpowiedziała z uśmiechem
Po 10 minutach byłam już gotowa.
-To jak idziemy?-spytałam
-Czekaj jeszcze Fritz-odpowiedziała
-Fritz?Ale przecież on z nami nie pracuje-powiedziałam
-Od dzisiaj tak-odpowiedziała
-Już jestem możemy iść-powiedział Fritz
Popatrzyłam zdezorientowana po nich i postanowiłam o nic więcej nie pytać.
-Mike wychodzimy-powiedziałam do niego
-Ok.Przyjadę 0 6:30-odpowiedział z pokoju
-Ok.-odparłam krótko
Gdy dotarliśmy na miejsce otworzyłam drzwi kluczami i weszliśmy do środka.Jednak było tam jakoś...za cicho,za spokojnie.Rozglądaliśmy się tak po pomieszczeniu gdy zorientowaliśmy się,że nie możemy włączyć świateł.
-Może to zwarcie-powiedziała Sally starając się zachować spokój.Jednak w jej głosie wyczułam strach
-Pewnie tak chodźmy do pokoju seciurity. Mam lampkę w telefonie-powiedziałam włączając komórkę
Szliśmy tak mijając korytarze.Lampka w telefonie dawała mało światła,ale to lepsze niż nic.Gdy już w końcu doszliśmy do naszego pokoju na biurku siedział...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz